„Uhm... te obie zguby pewnie się znalazły” — pomyślał Schöneich.
— To jednak osobliwość! — zawołał Herbert. — Przez cztery miesiące Wentzel nie zrobił głośnej awantury. Ani jednego pojedynku.
— Nikt go nie zaczepił z polskiej strony jak ja! — zaśmiał się Wilhelm Wertheim.
— Może się ożenił i święci miodowy miesiąc.
— To ostatnie nadzwyczaj prawdopodobne! — potwierdził szyderczo Schöneich.
Wszyscy wybuchnęli homerycznym śmiechem82.
— Może umarł?
— Pewnie pojechał do Konstantynopola!
— A może go pan, hrabio, spotkał na Ladronach?
Robiono coraz dziwaczniejsze przypuszczenia.