Uśmiechnął się. Inna bogini wkraczała do niego, niemająca żadnej z rozumem styczności.
— Ale kiedy się pan nie uczy, to proszę mnie bawić!
— W jaki sposób?
— Ano, gawędką164. Co pan porabiał przez ten tydzień?
— To samo, co zawsze.
— Dawniej pan domu pilnował.
— Zaraziłem się od innych cyganerią.
— Winszuję. Ja bym na pana miejscu wolała być szukaną niż szukać.
— Szukając, szukamy własnego gustu, i to lepsze.
Spojrzała mu w oczy, jakby chcąc zbadać, czy nie było dwuznacznika w tym, co mówił, ale twarz studenta była poważna i smutna. Zaśmiała się i przeskakując po swojemu do całkiem innego przedmiotu, spytała: