Rotszyld192 powiatowy miał tam swe magazyny; był dostawcą żywności dla robotników.

Wkoło składów roiło się pełno podrzędnych figur, furami rozwożono mięso i krupy, z piwnicy wytaczano kufy193 wódki.

Wśród tego zamętu Bazyli dobił do drzwi mieszkania kupca, oparł się niedbale o sztachety, obserwował fizjonomie194 wchodzących i wychodzących z całą cierpliwością próżniaka z profesji.

Dopiero w południe poruszył się nieco. Przed dom zajechała furmanka chłopska, widocznie obstalowana195, bo zaraz Żydek służący zaniósł na nią walizkę i coś powiedział woźnicy, który ruszył ku wsi.

Bazyli wyszedł na drogę, zatrzymał chłopa.

— Zawieźcie mnie do Olszowa. Dam rubla — rzekł, pokazując asygnatę.

— Nie można. Pojadę z kupcem do Żarnej.

— A gdzie twój kupiec?

— Poszedł przodem.

Woźnica zaciął konie, ale Bazyli miał rącze nogi, szedł za nim w odległości kilkunastu kroków przez całą wieś.