Jechało to i szło do baraku z desek, gdzie u progu stał Bazyli z miną niewiniątka, patrząc na opadającą łunę nad gniazdem Eljasmana.
Ze ślusarzem zamienili spojrzenia złośliwej radości. Uczucie zemsty było w nim silniejsze niż trwoga o ulubionego pana.
— Doktora, Bazyli! — rozkazał pan Polikarp.
Sługa aż podskoczył na ten głos.
— Jest, jaśnie panie — odparł.
Istotnie, doktor już siedział przy łóżku.
Jan złożył chorego na posłaniu.
— Tylko go pan wylecz! — rzekł ostrzegająco do eskulapa218 i wyszedł, jak mógł najciszej.
Tłum się rozszedł powoli. W baraku został naczelnik, doktor i starzec; na progu, niby straż honorowa, stanęło dziesięciu ślusarzy. Żaden król nie był lepiej strzeżony ani szybciej obsłużony jak Hieronim.
Ale biedak nie widział swego triumfu.