Podczas tej rozmowy służba wniosła śniadanie. Po ostatniej odpowiedzi pan Polikarp ruchem zaprosił młodzieńca do stołu. Sam ledwie tknął jadła, obserwował swego gościa i milczał.
Skończywszy, chłopiec się skłonił i powrócił na swe obserwacyjne stanowisko, do okna.
Gospodarz domu dawał lokajowi krótkie rozkazy.
— Możeś ciekawy mych bogactw? — zagadnął, gdy się służący oddalił. — Przejdziemy się trochę!
— Nie ocenię rolnych bogactw, bo nie mam o wsi najmniejszego pojęcia, ale przejść się, to i owszem.
Poszli tedy szpalerami ogrodu na łąki i pola, a wracali przez folwarczne dziedzińce.
— Czy znasz się choć trochę na maszynach? — spytał pan Polikarp, stając u drzwi stodoły.
— Jakże? Przecież to mój fach. Wziąłem niedawno huk pieniędzy za projekt pompy.
— No, to mi zreperuj młocarnię!
— Z największą przyjemnością. A gdzież ten defektowy112 okaz?