— Dziad przysłał. Ustawiałem mu młocarnię latem.
— Nie kłamiesz?
— A cóż, myślisz, że nie potrafię złożyć maszyny? Żebyś ją widział, jaka głupia!
— Et, bredzisz. Pewnieś krwią i potem zebrał pieniądze.
— Anim sobie na nie i palca nie skaleczył. Jedziesz, Józik?
— Sam — nie chcę!
— A jakże?
— Z tobą. Inaczej nie, nie!
— Ano, to pojadę i ja! Dziękuję ci, bracie!
Uściskał Litwina z całych sił.