— Pochowałem Żabbę.

— Jaką Żabbę? A, tego tetryka135! No, mała szkoda! A teraz co robisz z sobą?

— Nie wiem jeszcze.

— Jedź ze mną! Wyrzucę cię, gdzie zechcesz. A może u mnie się zatrzymasz? Mam pół pałacu na twe rozkazy.

— Dziękuję. Wyrzuć mnie na Sadowej!

Przed dworcem sanki Wojciecha czekały na pana. Wsiedli obaj i ruszyli. Hieronim trząsł się w swym wytartym paltocie, kuzyn opiął się szczelnie sobolami136 i klął klimat.

— Cóż się dzieje z tobą? — zagadnął po chwili. — Skończyłeś kursy?

— Nie zdałem zeszłorocznego egzaminu, straciłem stypendium i rok czasu i oto wracam.

— Przy twych zdolnościach odzyskasz czas stracony.

Hieronim zaśmiał się ironicznie. Co tu mogły pomóc zdolności, choćby genialne?