Wrzos
I
Wszystko się stać może, ale żeby się Andrzej Sanicki miał żenić, to szczyt, co plotka wymyślić zdolna.
A pani Celina?
Gdy ta wieść gruchnęła po mieście, każdy ramionami ruszył — nawet nie zaprzeczał — był to absurd.
Plotka jednak nie cichła, owszem1, utrwaliła się. Mówiono, że podobno pan Andrzej z ojcem się pojednał, że kawalerskie swe mieszkanie zwija, że ojciec, że pan prezes ustępuje mu pierwsze piętro w swej kamienicy na Marszałkowskiej, że widziano ich obu pod rękę wychodzących od jubilera. Słowem dziwa.
Więc zaczęli znowu wszyscy pytać jednogłośnie:
— Cóż na to pani Celina? Żyje i pozwala?
— Żyje, pozwala i śmieje się! — uspokoił malarz, Józef Radlicz, który u pani Celiny bywał co piątek.
Saniccy byli szeroko znani; ojciec — powaga prawnicza, syn — zdolny technik. Koło znajomych było tedy2 szerokie — gawędom nie było końca.