— I ja usuwam swą sponiewieraną osobę! — dorzucił Radlicz wesoło.
Pożegnali się u bramy i młodzi ludzie poszli razem dalej.
— Na Erywańską? — spytał Radlicz.
— Uhm! — mruknął Andrzej.
— Wstąpię i ja zobaczyć, jak cię powitają!
U pani Celiny, jak zwykle, było wesoło i swobodnie. Pani Bella śpiewała kuplety212 i na ich widok zaintonowała:
Andreas noch in Baenden frei!213
Andrzej się zmarszczył. Koncept mu się nie podobał, powitał gospodynię domu i zbliżył się do fortepianu.
— Bohatersko pani nastrojona! — rzekł. — Może Wacht am Rhein!214 potem lub Marsyliankę215. Witam!
Popatrzał na nią tak, że wesoła kobietka straciła rezon216 na chwilę; on dalej witał resztę towarzystwa. Pani Bella zaczepiła Radlicza: