— Nie wstyd ci tak gadać? Taki zuch byłeś.
— Pewnie, że mi wstyd i to mnie najmocniej gryzie.
Wtulił głowę w posłanie i począł szlochać.
Stała nad nim bezradna, gdy wtem przed drzwiami stajni przeszedł rządca domu i doktor Downar. Tedy bez namysłu wyskoczyła na podwórze i dogoniła doktora na progu sutereny.
— Przepraszam pana profesora, że go zatrzymuję. Ale mam tu o krok chorego. Proszę mu poświęcić chwilę czasu.
Downar natychmiast się zwrócił, rządca jej się głęboko ukłonił, podała mu rękę.
— Proszę pana profesora! Pacjent jest w stajni — uśmiechnęła się, idąc naprzód.
— To nasza młoda pani — szepnął rządca.
— Wiem — odparł krótko Downar.
Wszedł do stajni, obejrzał Staszka, który przerażony wejściem obcych panów przestał płakać i tylko nosem pociągał.