Obiad tedy minął spokojnie, ale gdy przeszli na kawę do gabinetu, Andrzej wybuchnął.
— Loris mnie sobie za niewolnika nie kupił. Może wyzyskiwać innych, ale nie mnie. Te jego sto rubli miesięcznie tyle mi znaczą, co nic.
— Widocznie, kiedy na nie wcale pracować nie chcesz i do biura ledwie raczysz zajrzeć, czy jest na miejscu. Musiał polecić innemu twoje zajęcie, bo ciebie nigdy nie ma w fabryce.
Kazia nalała kawę, podała teściowi cygara i zemknęła258 z pokoju. Słyszała jeszcze głos Andrzeja:
— To fałsz i przesada. Nigdy godzin zajęcia259 nie opuszczam; dziś wyjątkowo nie byłem, alebym robotę techniczną wieczorem odrobił, gdyby nie scena, którą Loris urządził. Od jutra nie idę do fabryki.
— Jak chcesz. Jesteś pełnoletni — mruknął prezes.
Zadzwonił na lokaja, kazał konie zaprzęgać.
— Zostaniesz w domu? — spytał syna.
— Nie, idę do teatru. Wracając do naszej współki260 z Markhamem, chcemy odkupić interes jego brata, olejarnię261. Ustępuje ją nam na bardzo dogodnych warunkach, potrzebujemy na razie sto tysięcy rubli. Czy mi ojciec może tymi czasy oddać tę sumę matki? Warunek spełniłem.
— Tak, ożeniłeś się — suma twoja. Możesz ją mieć w każdej chwili.