— Więc mogę już stanowczo mówić z Markhamem. Za dni parę przedstawię ojcu cały interes.
— Dobrze. Ja się ze swej strony dowiem, co o tym mówią. Owszem, może zdrowiej będzie dla ciebie większy i własny interes. Będziesz miał mniej czasu na głupstwa. Markham porządny chłopak. No, zatem masz moją sankcję262, ale za to musisz i ty mi ustąpić i posłuchać.
— Co ojciec każe? — spytał Andrzej już dobrym tonem.
— Trzeba, żebyście oddali ludziom wizyty, zaczęli bywać i przyjmować. Ani tobie, ani mnie nie jest przyjemnie, żeby komentowano i krytykowano nasze domowe stosunki. Jak jest, to jest, ale dla towarzystwa trzeba formy zachować. Sam to przyznasz, gdy spokojnie rozważysz. Nie robię ci żadnych uwag ani daję nauk, ale proszę, zrób to dla mnie.
— Dobrze. Jutro spiszemy, u kogo być mamy, i odbędę tę pańszczyznę.
— Dziękuję ci. Z początku będzie trochę rwetesu, ale potem sama Kazia będzie rada jak najmniej bywać, więc będziesz swobodny. W wielu razach ja cię wyręczę. Nie pojechałbyś z nami do cyrku?
— Nie. Muszę być w teatrze.
— Nam czas ruszać.
Wstał i zawołał synową.
Wyszła do przedpokoju już w kapeluszu.