— A pani jaki był? — spytał.
Obejrzała się na niego, sekundę zatrzymała wzrok na jego zuchwałych oczach i nic nie rzekłszy, patrzała znowu na arenę.
Radlicz raz pierwszy w życiu uczuł, jakby dostał policzek.
Szczęściem prezes nic nie zauważył, bo już rozmawiał z radcą Zawadzkim, wcale się o sztuki na arenie nie troszcząc.
— Pan ma pracownię w tej samej kamienicy, co panna Ocieska? — zagaiła rozmowę Kazia.
— Pani ją zna, bywa tam?
— Poznałam ją u Ramszycowej i byłam w pracowni. Śliczny ma portret na sztalugach — pani Rokickiej.
— Bagatela. Cudna kobieta! Tej nawet Ocieska nie potrafi zbrzydzić. Czy portret obstalował Goldmark?
Kazia zmarszczyła brwi.
— Nie znam pani Rokickiej ani jej stosunków — odparła niechętnie.