— Ale ją zna cała Warszawa. Rokicki jest szefem biura u Goldmarka. Pyszną ma synekurę276 dzięki żonie. To dziwne, że portretuje się u takiej pacykarki277, jak Ocieska.
— Ciekawam, kto jest kochankiem Ocieskiej. Pan pewnie i to wie?
— Ocieskiej? A jakież by boskie stworzenie mogło pożądać tego koczkodana? Przecież za to nienawidzi mężczyzn, plwa278 na nich i pogardza, od czci odsądza!
— Za to? — powtórzyła Kazia. — Aha, to i pana zapewne nigdy nie chciała żadna kobieta.
— Mnie? Dlaczego?
— Ano, bo i pan plwa na nie, i od czci odsądza. Bardzo mi pana żal: nic tak nie boli, jak zraniona miłość własna.
Radlicz spojrzał na nią i uśmiechnął się.
— O! Pani feministka! — rzekł ironicznie. — Nie do twarzy z tym pani. Proszę to zostawić Ramszycowej i jej klice279 na pociechę po zawiedzionych nadziejach. Pani za piękna, za urocza, zanadto stworzona do uwielbień i szczęścia.
Szyderczy uśmiech przemknął po twarzy Kazi, w oczach zapaliły się skry złośliwości.
— To istotnie kuszące i wybór łatwy. Któż by się wahał, czy być koczkodanem, czy być wielbioną przez warszawiaków i zdobywać szczęście z Goldmarkiem! Pan mnie upaja swymi pochwałami! Podobna przyszłość może mi w głowie do cna zawrócić!