— Zabita pewnie. Mój Boże, dla marnej bransolety!
— Głupia, mogła ją dostać u siebie w buduarze.
— Co prawda, za kim to ludzie szaleją. Żadna piękność, tyle że zagraniczna!
— Widzisz, Jasiu, czym się kończą łamane sztuki. A ty wiecznie na głowie chodzisz i na oknie się huśtasz. Widzisz, jak niewiele do nieszczęścia potrzeba.
— Jutro rano w „Kurierze” będzie.
Wśród tysiąca urywanych zdań wydostali się do kontramarkarni283. Tu tłum rzedniał, oddychał swobodniej.
— Pójdziemy na kolację do „Europy”.
— Maniu, a gdzie pan Władysław?
— Mój drogi, czy wracamy razem?
— Wstąpię do klubu.