„Była z Maksem w cyrku!” — myślał i czuł dziką wściekłość, chęć zemsty, dokuczenia sobie i swej miłości zdradzonej.
— Dobranoc — rzekła Kazia.
Wstał żywo i podał jej rękę. Trochę zdziwiona wyciągnęła dłoń do uścisku. Zatrzymał ją i spojrzał jej w oczy.
— Nikt by nie uwierzył, żem od sześciu tygodni żonaty i nie znam ust mojej żony — rzekł.
Poczerwieniała gwałtownie, cofnęła rękę, źrenice jej zamigotały gniewem.
— Ale sumę, dla otrzymania której z woli matki swej pan się ożenił, dostał pan.
— Zapewne, ale i żonę mam — et je ne veux pas être un mari ridicule!290
— Si vous préférez être lâche — soit!291
Odwróciła się i wyszła. On począł chodzić po pokoju wzburzony, wściekły, mrucząc coś przez zęby, wreszcie zadzwonił na lokaja, kazał gasić światło i wyszedł.