— Dobre? Centryfugowe? Poproszę cię o próbkę, może i mnie ustąpisz. Masło to grunt, to zdrowie. Zapasy na zimę będziesz pewnie robić, służę ci radą we wszystkim. Spytaj o konserwy Dąbrowskiej! A twoi panowie wybredni, o, znam ich, ci mają smak i gust. Naturalnie w miodowych miesiącach wszystko się gospodyni wybacza, ale potem rachuj na mnie297, ja cię wszystkiego nauczę. Ach, wy, wieśniacy, rajskie macie życie i za darmo. Jaki nabiał, a jaja? Po czemu?298
W ten sposób rozmawiały pół godziny.
Nareszcie Andrzej dał hasło odwrotu, ale jeszcze zeszedł kwadrans, zanim się pożegnali, obiecawszy przyjść w niedzielę na obiad dany na ich cześć.
Dąbrowska jeszcze przeze drzwi wołała:
— A nie zapomnij mi przysłać próbki masła!
— Przyjemna szykuje się niedziela — mruknął Andrzej — obiad familijny.
Przy wsiadaniu do powozu znowu jej chciał podać rękę, usunęła się, tedy wybuchnął:
— Trędowaty nie jestem, nie zarażę dotknięciem.
Milczała.
— Czy pani postanowiła mi nie odpowiadać?