— Pan o nic nie pytał.
— Pytam zatem, czy pani nie raczy ze mną mówić?
— Bez koniecznej potrzeby — nie.
— Ostrzegam, żeby to pani na złe nie wyszło.
— Nic gorszego spotkać mnie nie może.
Żachnął się i umilkł. Po chwili przyjechali na Nowy Świat. Wolscy mieszkali na drugim u piętrze; otworzył lokaj; państwo są w domu.
Taki sam ciemny przedpokój, ten sam zaduch naftaliny i gazu, salon był trochę inny, boć299 były panny w domu, potrzebna była reklama talentów i estetycznych aspiracji. Fortepian był otwarty, była jedna snadź przybrana za muzykalną300, ekran z wyhaftowanym jakimś cudkiem ptasiego rodu zasłaniał dół pieca, stół zdobiły popielniczki, drewniane noże do papieru i tym podobne przedmioty sztuki stosowanej bardzo elementarnie przez drugą zapewne pannę Wolską, nareszcie ostentacyjnie301 leżała rozłożona książka na kanapie, jakby przed chwilą czytająca wstała.
Kazia wzięła książkę do rąk i spojrzała na tytuł — Korzon: Wewnętrzne dzieje Polski.
Zaczęła ją przeglądać, ale chociaż otwarta była w połowie, mało co kart było przeciętych.
Oczekiwanie się przedłużało. W głębi mieszkania słychać było ruch, szepty, dyskretne uśmieszki, wreszcie ukazała się mama Wolska.