— Nie wymyślą nigdy dobrego słowa! — rzucił niecierpliwie.
Zwrócił się do żony, dając znak dyskretny.
— Co? Chce mi ją pan zabrać! — zaprotestowała Tunia. — Mam z nią mnóstwo do mówienia320 i zatrzymuję. Moglibyście bez ceremonii zostać na obiad. Nawet może Julek będzie.
— Nie mogę. Mam o piątej ważny interes. Zostawię ci powóz — rzekł do żony.
— Ależ nie! Bardzo chętnie wrócę pieszo.
Pożegnał tedy panie, Tunia przeprowadziła go do przedpokoju i zatrzymała.
— Wie pan, Wolskie gorsze rzeczy głoszą — zaczęła cicho. — Powiadają, że Markham utrzymuje Burecką.
Żachnął się niecierpliwie.
— A jeśli tak jest, co im do tego!
— Im nie, ale nam bardzo! To musi być zerwane! Niech pan wpłynie na niego!