— Invulnérable338! — zaśmiał się Radlicz.
Ocieska popatrzała drwiąco na niego.
— Tak. Nawet natura uczyniła mnie takim koczkodanem, że i czci mojej zbrudzić nie można, boby nieszczęsny, o romans ze mną posądzony, wyzwał potwarcę339 o obrazę męskiego honoru.
Spojrzała znowu na zegarek.
— Pani wychodzi? — spytał.
— Czekam na panią Sanicką.
Spojrzała na Radlicza, jakaś myśl przeszła jej błyskawicą przez głowę.
— Aha! Szekspir! — mruknęła.
Radlicz poczerwieniał jak student.
— Co pani ma za posądzenia? Skądże mogłem wiedzieć, że pani Sanicka tu będzie?