— On leży u mnie w klinice. Tam niech pani przyjdzie — dodał Downar.
— Skąd pan wie, że mam być?
— Bo to do pani podobne.
Sokolski, milczący dotąd, odezwał się.
— Jak to dobrze, że nie mam żony ni przyjaciół.
— Dlaczego? Że pana ludzie nie obmówią! — zaśmiała się Ocieska. — Za pozwoleniem, cała Warszawa wie, że pan wcale ani w Kongo, ani pod biegunem nie był, tylko trzy lata siedział w Wiedniu, wertował podróżnicze księgi i tam czerpał materiał do swych opisów i odczytów!
Sokolski szeroko otworzył oczy.
— Ja? W Wiedniu? — wyjąkał zdumiony.
Wszyscy parsknęli śmiechem z jego miny i Ramszycowa dodała:
— Dość o ludziach. Lili, marsz spać!