— Proś! — rzuciła, wstając.
Fortepian umilkł w pół akordu.
Andrzej wszedł, powitał wszystkich i rzekł do żony:
— Przyjechałem po ciebie.
— Ojciec zachorował? — spytała, blednąc.
— Zdrów. Nic strasznego, głupia historia!
Skrzywił się. Chwilę rozmawiał potocznie, wreszcie wstał i rzekł do Ramszycowej:
— Pani daruje, żem tak wpadł i żonę porywam. Cudzy kłopot, gorzej czasem własnego361.
— Zapewne dlatego, że pan pierwszy raz w życiu tego doświadcza! — rzekła złośliwie.
— I oby ostatni! — odparł.