Andrzej wstał, przeszedł się nerwowo po pracowni, stanął przed Radliczem.
— Więc stanowczo nie chcesz mi nic powiedzieć?
— Owszem, powiem ci, że jest śliczna pani Rudnicka. Onegdaj owdowiała!
— Bywaj zdrów, dowiem się i sam!
Gdy wyszedł, Radlicz wstał, wziął lampę, odsłonił płótno z obrazu na sztalugach, długą chwilę nań patrzał, wreszcie odstąpił z westchnieniem:
„I taką mając żonę, szaleć za starą awanturnicą! Ba, mnie i owszem393. Niech jej nikt nie kocha, nikt nie pożąda, nikt nie posiada!”
Andrzej po bezsennej nocy rozdrażniony okropnie poszedł do pani Celiny. Zadzwonił, bo zapomniał wziąć ze sobą klucz od zatrzasku.
Po dość długim oczekiwaniu otworzyła służąca.
— Pani już wstała? — rzekł, wchodząc jak do siebie.
— Pani nie ma. Wyjechała dziś w nocy.