— Ona go nie chce! Żeby miał rozum i mnie słuchał, toby jej nie gonił. Teraz wróci wściekły.
— Albo ją przejedna, pogodzą się i znowu ją tu sprowadzi.
— Wątpię! Zna pan prezes zdanie: Auf das gewesene gibt der Jude nichts!400 To już przeszłość tylko.
W tej chwili rozległ się dzwonek w przedpokoju i zaraz głos, na który obydwaj zerwali się.
— Kazia! Nareszcie! — zawołał prezes.
A tuż i ona stała już w gabinecie blada, mizerna, ze smutnym na licach uśmiechem.
Prezes z wybuchem radości począł ją ściskać i całować, wołając:
— Skądże? Jakim pociągiem? Boże, jak ty źle wyglądasz! Nigdy już cię więcej samej nie puszczę. Cóż tam słychać? Jak macocha?
— Źle — odparła smutno. — Jest i ojciec, i doktor Downar poczciwy nam towarzyszył. Ulokowaliśmy ją u niego w lecznicy. Zapewne będzie potrzebna operacja, przy tym ma wadę serca. Bardzo źle.
Przywitała Radlicza, o Andrzeja nawet nie spytała, pewna, że jest w Grodzisku.