— Była dla mnie zła, teraz jest chora śmiertelnie. Będę jej służyć jak córka. A ojciec!
Wstała, wyprostowała się, siłą woli otrząsając zmęczenie.
— Pójdę, tatusiu. Przyjdziemy z ojcem na obiad.
— Czekaj — utrapienie! To i ja pójdę z tobą.
Ubrał się, wyszli. Po drodze, gdy spotkali kilku znajomych, rzekł:
— Bo nie wiesz, co tu się stało. Gdyście tak oboje zniknęli z Warszawy, powstała plotka, żeście się rozeszli. Musimy się razem pokazywać.
Spojrzała uważnie na niego, zastanowiła się dopiero nad położeniem.
Tyle wrażeń innych miała w pamięci, tak się czuła jeszcze wśród trosk i wydarzeń górowskich, że z pewnym trudem wracała do stosunków swego domowego pożycia.
— Gdy Andrzej wróci, pokażemy się razem w teatrze i będzie znowu o nas cicho.
— Żebyż on rychło wrócił! — westchnął prezes.