Wtedy prezes rzekł:
— Wiesz, że Andrzeja nie ma?
— Widzę. Nigdy go o tej porze nie ma.
— Ale go i potem nie będzie. Wyjechał za granicę.
— Tak? Na długo? — spytała obojętnie.
— Nie mógł określić dnia powrotu. Pojechał do Berlina w interesach fabryki.
Nie pytała więcej. Usiadła w fotelu, przymykając zmęczone bezsennością oczy.
— Trzeba iść — szepnęła.
— Dokąd? Krokiem cię nie puszczę. Macocha pastwiła się nad tobą, zamęczała! Teraz niech sobie szuka opieki.
Otworzyła oczy.