— Ależ, moja droga — wtrącił Szpanowski — będziemy bezustannie nad tobą czuwać. Nie irytuj się!
— Ale ty odjedziesz pojutrze, a ona wpadnie z łaski swojej na godzinę dziennie! Wywieźliście mnie tutaj, żeby się pozbyć kłopotu! O, ja was rozumiem! Zarżnijcie mnie prędzej!
— Kaziu! — rozległ się zza drzwi głos prezesa.
Wyszła. Słyszał wszystko, czerwony był z gniewu.
— Ja cię tu pięć minut więcej nie zostawię! Chodź!
— Nie, tatusiu. Zostanę do piątej, przyjdę na obiad. Proszę sobie iść i nie słuchać. Piętnaście lat byłam w takich warunkach w Górowie.
— Byłaś, ale nie będziesz!
Odprowadziła go w najdalszy kąt pokoju i rzekła:
— Mówił ojciec z doktorem Downarem? Wie ojciec, że dla niej nie ma wyzdrowienia. Chyba cud! Żyć będzie może ledwie tygodnie, a ja może długie lata. Proszę mnie tu zostawić. Jej dogodzę, a sama przejdę bardzo dla mnie na przyszłe lata użyteczną szkołę cierpliwości i znoszenia spokojnie prześladowania.
Pocałowała go i pozostawiła zakłopotanego.