Zrozumiał, do czego czyniła aluzję, i posępnie zamyślony poszedł do domu.
Po chwili wyszedł też z lecznicy doktor Downar i ruszył również ku domowi.
Wyjechał był404 przed czterema dniami i chociaż wrócił rano, dzień cały spędził na mieście, nie kwapiąc się do rodzinnego ogniska, i teraz się nie kwapił, myśląc w dalszym ciągu o jutrzejszych zajęciach, wizytach, interesach, których się zapas nagromadził przez ciąg jego nieobecności.
Szedł zamyślony, nareszcie się obejrzał i spostrzegł, że zamiast na Marszałkowskiej, był na Smolnej.
Zamruczał coś, stanął i skręcił w bramę. Stróż mu się ukłonił.
— Stara jest na górze? — spytał.
— Jest, proszę pana, ale tu onegdaj jakaś pani pytała o pana.
— No i co?
— Ano nic, powiedziałem, że pan tu nie mieszka, ale bywa — i poszła sobie.
— Jakaż to pani?