— Do słońca.

— Na długo?

— Ha, albo ja wiem! Nie cierpię wiedzieć, co będzie, ile będzie! Nie jadłam nigdy w życiu obiadu, który sama dysponowałam410. Ale chyba znowu do tej przeklętej Warszawy wrócę!

Cisnęła pędzle na stół.

— A pani gdzie była przez ten czas?

— U ojca. Grzebałam zmarłych, doglądałam chorych. Mam ciężkie zmartwienie. Macocha leży w lecznicy Downara, było dziś konsylium, będzie operacja i prawdopodobnie zły koniec. Muszę nad nią siedzieć, myślałam, że panią uproszę o pomoc w moich pracach z panią Ramszycową. Boję się u niej pokazać, dwa tygodnie opuściłam.

— Ładnie by wyszli pani protegowani na mojej opiece. Widziała pani Wrzos Radlicza?

— Nie.

Ocieska się roześmiała.

— Kapitalne. Prawdziwe article de Varsovie411. Toć412 przecie pani mu do tego pozowała!