— Niezupełnie, braknie papugi i kilku instrumentów dętych — mruknęła Ocieska.
Drugi dzwonek, zaczęto się żegnać.
— Lila, bądź grzeczna. Przyjadę za dwa tygodnie i jeśli zasłużysz, kupię ci osiołka!
— Będzie dwa ze mną! — rzekła Ocieska. — Dwa tygodnie mam to niańczyć? Nie! Jeśli za tydzień ciebie nie będzie, zdaję swe obowiązki konsulowi i wyjeżdżam do Rzymu.
— Dobrze, dobrze — śmiała się Ramszycowa — albo raczej oddaj małą do azylu421 jakiego. Do widzenia, a napisz z drogi. Dziękuję ci serdecznie.
Uścisnęła Ocieską, ucałowała Lilę, dała parę poleceń Angielce i zeszły z Kazią na peron.
Trzeci dzwonek. Spojrzała w okno. Ocieska z gwoździkiem w zębach trzymała Lilę na rękach, posępna i skrzywiona jak uosobienie ofiary z musu. Fryc już był w objęciach Lili. Pociąg ruszył, zostały same na peronie.
— No, jestem o małą spokojna. Co prawda, z nikim innym by nie pojechała. Byłby lament straszny. A bałam się o dziecko, bo straszna szkarlatyna422 w mieście i mam masę roboty właśnie po tych norach.
— A ja panią opuściłam bez uprzedzenia. I doprawdy tak mi wstyd. Co sobie pani o mnie myśli?
— Myślę, że panią serdecznie żałuję. Doktor Downar opowiedział mi wszystko we wtorek.