— Wszystko zapewne nie — wtrąciła.
— No, resztę mi opowiedziała Ocieska.
— I co pani pomyślała?
— Ano, to co zwykle myślę, gdy słyszę ludzkie paplanie: guarda e passa!423 Niech pani się nie martwi, macochy dogląda; gdy mąż wróci, słowa nie mówi i nie oglądając się na prawo i lewo, swoje robi: pracuje, czyta, gra, bywa, przyjmuje. Głowa do góry i prosto przed siebie. Tylko nie tchórzyć i nie ustępować. Straci pani trochę stosunków, odwrócą się od pani ci czy owi, mniejsza; im mniej zostanie, tym lepszych. Rozmieni pani dużo srebra na trochę złota. Bardzo dobry handel. Ma pani trochę czasu? Pojedziemy za rogatki, mam już plac na dom dla moich protegowanych, dostałam od Ramszyca na gwiazdkę. Zaczynają zwozić materiały.
Wyszły z dworca na plac i na schodach spotkały Ramszyca z pudłem cukierków i bukietem.
— Spóźniłem się. Tam do licha! — zawołał. — A chciałem podziękować pannie Ocieskiej.
— I małą otruć słodyczami. Bóg ją ustrzegł, a ciebie od miny, z jaką by Ocieska przyjęła twe podziękowanie — zaśmiała się Ramszycowa. — Już ja to załatwiłam.
— No, to mnie uwolnij od tych paczek, bo śpieszę na sesję. A panie wracają? — spytał, pomagając im wsiąść do karety.
— Nie, jedziemy za rogatki. Bądź zdrów.
Pożegnał je i skinął na dorożkę.