— Tak.
— To mi je połóż do szufladki. Czy jest równo pięćdziesiąt tysięcy?
— Trzysta kilkanaście rubli więcej.
— Te zostaw u siebie. Bilety zwiń w papier, zapieczętuj swoim sygnetem i daj mi tu atrament i pióro.
Spełnił wszystko. Tedy się uniosła na posłaniu i napisała coś na pakiecie, potem schowała go pod poduszkę i opadła wyczerpana.
— Źle ze mną — rzekła posępnie.
— Mówiłem dziś z doktorem Morawskim. On ręczy, że operacja cię uratuje.
— Ale Downar tego nie mówi.
— Downar chce może uchodzić za cudotwórcę.
— Nie, tylko on nie blagier. Czyś ty kiedy słyszał, żeby kto z raka wyzdrowiał? Nie ma o czym mówić. W najlepszym razie pomęczę się czas jakiś jeszcze, ale co to warte? Mówmy o interesach. Górów przejdzie na ciebie i Zosię; milionową będziesz miał dziedziczkę, ty jej jeszcze drugie tyle fortuny dorobisz. Będą się o nią kiedyś dobijali! Chcę, żeby Kazia ją wychowała.