Kazia pochyliła się, by ją pożegnać, poczuła na głowie ciężką rękę macochy.
— Idź. Jutro operacja, może się już nie zobaczymy. Bardzo mi ciężko. Bądź dobra dla Zosi za to, co ja dla ciebie zrobię. Pamiętaj — wierzę ci — bądź zdrowa! Wspomnisz mnie kiedyś z wdzięcznością jeszcze! Jakie to jutro straszne!...
— Przyjdę rano!
— Przyjdź, zabierzesz Zosię!
W pół godziny potem wrócił Szpanowski.
Chora ucieszyła się dzieckiem, ale Zosia była zhasana i senna, więc ją położono spać w sąsiednim pokoju, a Szpanowski usiadł przy łóżku i spytał:
— Kazia dawno wyszła?
— Była parę godzin. Wezwali ją do domu, bo mąż przyjechał. Jutro rano tu będzie, zabierze małą na cały dzień. Prosiłeś rejenta?
— Będzie o dziesiątej.
— To dobrze. Sprzedałeś te akcje? Kupiłeś bilety?