— Wcale. Kto cierpi, nie jest głupi, ale stać się może złym. Pana to może bawić, mnie — nie.
— Nie myślałem o pani cierpieniu! — tłumaczył się.
— I słusznie. Mnie cierpieć nie wolno — odparła twardo.
— Pani cierpieć nie powinna — poprawił, obejmując ją gorącym spojrzeniem.
Uśmiechnęła się smutno i wstała.
— Teść przyszedł — rzekła, wzdrygając się.
— Bomba pęknie! Zmykam. Nie myślę, żeby bito tłustego cielca na powrót marnotrawnego syna!
Prezes poszedł wprost do gabinetu syna.
— Raczyłeś przecie wrócić! — zagaił wściekły. — Może zechcesz zastanowić się i opamiętać?
Andrzej wstał i patrzał zuchwale.