— Nad czym mam się zastanawiać! Miałem interesa i nikomu, sądzę, nie jestem obowiązany się tłumaczyć z parotygodniowej nieobecności.
— Zapewne, do sądu cię nie wezwą ani do więzienia za to nie wsadzą.
— No, więzienie mam tutaj — mruknął ponuro.
— Masz dom, obowiązki, stanowisko, opinię i jesteś żonaty! Przed tym będziesz się musiał tłumaczyć.
— Przed żoną może? — spytał szyderczo. — A ja ojcu zapowiadam, że ani myślę, ani chcę, ani będę się usprawiedliwiał. Ojciec mnie ożenił, ojciec wie, w jakich warunkach. Zastrzegam sobie swobodę i będę jej używał!
Prezes patrzał na niego oszołomiony.
— Andrzeju, czyś oszalał? Widzę, żeś niepoczytalny w tej chwili, i mówić z tobą nie będę. Jak oprzytomniejesz, sam zrozumiesz, ileś głupstw popełnił. Gdzie byłeś ranny?
— Głupstwo, draśnięcie! — burknął.
— Widziałeś żonę?
— Widziałem. Miała rozum milczeć i niech to jej ojciec i nadal zaleci.