Mówił po francusku, co obraziło Zosię.
— Mówisz coś na mnie! Jak śmiesz? Poskarżę się mamusi!
Roześmiał się.
— Bądź spokojna, ani myślę o tobie.
Zwrócił się do Kazi i dodał po francusku:
— Milutkie stworzenie. Żeby było moje, tobym zabił!
— Egoistka. Będzie jej dobrze na świecie — zdecydowała filozoficznie. — Zaprowadzę ją do stryjenki, niech pan wraca do domu.
— A ten cud, co pani miała sprawić?
— Chce pan naprawdę? To proszę zaczekać.
Wróciła zdyszana, rozjaśniona i rzekła do stangreta z uśmiechem: