— Ja właśnie pamiętam o kwartale, panie Wierzbicki, i proszę o listę.
Ale niestety, każdy głuchy udaje, że słyszy; kulawy rad by tańczyć, jąkała nigdy nie traci nadziei, że będzie Demostenesem478.
I Wierzbicki, zamiast od razu oddać listę, miął papier w ręku i znowu oczy zamknął.
— Go, go, go...
— Wiem, gospodarz dusi — podpowiedziała Kazia.
— Ko, ko, ko...
— Komornikiem grozi. Dobrze, dobrze, dziś to załatwię i kto nie może naprawdę płacić, za tego panu oddam. Żegnam pana tymczasem, bo muszę obejść swą czeladkę479.
Pół gwałtem wzięła mu papier z ręki i skinęła na Tomaszową i Andrzeja.
— Pa, pa, padam! — bełkotał Wierzbicki.
— Padam do nóg! — szepnęła, śmiejąc się swobodnie.