— Przeklęty jąkała! — mruczała Tomaszowa. — Co nie dogada, to nadokucza. Do Ambrozików idziem, paniusiu? Dla Julki pewnie wazonik?
Skinęła głową, zwróciła się do Andrzeja:
— Ma pan już dość wizyty?
— Nie. Bawię się i zaciekawia mnie to wszystko. Służę do końca.
— O, to dopiero początek!
— O! — zauważyła poufale Tomaszowa. — A ja myślałam, że to mąż pani.
— A dlaczegóż nie? — uśmiechnęła się.
— No, bo nie, kiedy pani „pan” mówi.
— A co wam się zda480, kim jestem?
— Juści nic złego, bo nasza pani nie taka, jak to bywają. Z ciekawości pan przyjechał albo od „Kuriera”.