— Pożyczy mi pan piętnaście rubli do jutra?
— Prenez tout!499 — rzekł, wysypując garść złota.
— Olaboga, ile tego! — splasnęła500 rękami Tomaszowa.
— Cóż? Teraz uwierzycie, żem mąż pani? — zaśmiał się.
— A właśnie, że nie. Dałby ci ta mąż żonie tak zaraz! Oho, prawda, obziera się501 to o każdy grosz, a na hulankę to go zawsze stać!
Kazia porachowała złoto, schowała je i pożegnała Wierzbickiego.
— Pa, pa-dam! — goniło za nimi.
Wsiedli do karety, torba była pusta, konie ruszyły ostro, znudzone czekaniem.
— Przeklina pan w duchu swoją ofiarność. Nie było ani szczególnej przykrości, ani przyjemności, nuda, zaduch, brud, przymus!
— I to w ten sposób spędza pani dnie całe?