— Niech no on mnie spyta o posag, odpłacę im za wszystko! — rzekł zajadle Andrzej.
— Czyś oszalał! — zaśmiał się Radlicz — gotów zerwać, a wtedy nie osy będą, ale szerszenie. Ten człowiek wart pomnika obok Zygmunta508! Urwie jeden łeb hydrze509!
— Żeby tak jeszcze kto tobie łeb urwał! — zaśmiał się prezes.
— To jednak dziwne — ozwała się Kazia. — Nie ma dwóch zdań o Wolskich. Każdy je ma za plotkarki i oburza się, ale każdy słucha ich plotek, powtarza i każdy ich się boi, i każdy je przyjmuje.
— Ciekawym, co innego zrobić, kiedy ich nie można powywieszać! — odparł Andrzej.
— Zgotować duży kocioł wrzątku, nająć nad nimi mieszkanie i zalać — zdecydował z całą powagą Radlicz. — Ręczę, że na taki wypadek nie ma paragrafu w karnym kodeksie.
— Ale nie ma też paragrafu na plotki i fałszywe nowinki.
— Nie, to jest kunszt. Szekspir powiada: „Farbiarska sztuka niczym jest wobec sztuki czernienia cnoty” — dodała Kazia poważnie.
Obiad się skończył, przeszli do salonu na kawę.
— Dużo osób się spodziewasz? — spytał prezes.