— Żeby kobiety miały charakter, każda powinna to uczynić! — zawołała profesorowa Kęcka, sławna z tego, że mężowi zostawiła władzę i głos tylko na wykładach.
— Ach, jak by to dobrze było — westchnął Radlicz.
— A pan co o tym może decydować? — oburzyła się Dąbska.
— Jak to? Mogę! Czy jest istota bardziej zawadzająca jak mąż?
Dzwonek. Po chwili do salonu wszedł Downar.
— Aha! Sam! — szepnęła Tunia triumfująco.
— Idealnie, tylko ja Downarową ustąpię innemu! — dodał szyderczo Radlicz.
Wszystkie panie utkwiły wzrok w nowo przybyłym, a on się witał powoli, zatrzymywany wciąż.
— A gdzież pani? — spytała Tunia nareszcie.
— Trochę niezdrowa — odparł obojętnie i poszedł dalej.