— To się biedaczka wybrała w same zapusty! — westchnęła mama. — Ależ zgasła prędko! Prezes się okropnie zmartwi.
— No, i Andrzej był onegdaj okropnie przybity, gdym tam wstąpił po wieści!
— Et, co tam Andrzej! Zobaczycie, że go Jarłowa złapie.
— Będziemy, mamo, na pogrzebie?
— A jakże, i na nabożeństwie! Trzeba odświeżyć czarne suknie.
— No, to nasz wieczór u Sobolskich przepadł.
— Ano, chyba nie wypada.
— Co by to jej było szkodziło umrzeć w Popielec599?
— Wypada wianek posłać — bąknął Wolski.
— Zapewne — wszyscy poślą. Cóż robić! Nie można się wyróżniać. Trudno, kilkanaście rubli to będzie kosztować, ale dla starego trzeba to zrobić.