— A jakby pokusa była za silna?
— Ja bym się wcale nie dała kusić i nie myślałabym więcej o tym.
— O, pani! To pani jeszcze chyba pokus nie zna.
Kazia poczerwieniała aż po białka oczu. Nie były to żadne wyrzuty sumienia, ale prostotę jej i powagę uraził ton ironiczny Andrzeja. Straciła swobodę.
— Co do owych zakreślonych ustępów, spytamy o to pani Tuni! — mówił dalej żartobliwie. — Jakież tedy figle płata się w klasztorach?
— O, różne! — odparła już sztywnie. — Było nas przecie kilkadziesiąt, konceptu80 nie brakło.
Urwała i spojrzała spod brwi w głąb salonu. Pani Szpanowska wchodziła i Kazia z daleka czuła jej straszny wzrok na sobie, instynktem bała się sceny.
— Państwo zawsze wieczory tu spędzają razem? — spytał Andrzej półgłosem.
— O nie! Gdzież tam. Przychodzimy tylko na kolację. Ojciec do późna z administracją konferuje, ja u siebie czytam.
— A co pani czyta?