— Jużeście się porozumieli?
— Oj, nie! — odparła żałośnie. — Jutro mamy mieć okropną rozmowę!
— Nie ma nic okropnego! On będzie prawić to samo, co już pani ode mnie wie. Niech się pani nie przeraża, to minie jak zły sen. Przyszłość w pani ręku.
Kazia milczała, prezes się przestraszył.
— Niechże pani mnie, starego, nie zawiedzie. Ogromnie już panią kocham, marzę o synowej. Życie pani różami wyścielę. Zwyciężymy, pani!
— Dziękuję panu serdecznie. Ale może pan Andrzej mnie nie zechce, gdy lepiej pozna.
Prezes markotnie głową pokręcił.
— Cała bieda w tym, że on ślepy i głuchy obecnie. Gdyby poznać chciał!
Pani domu dała hasło do spoczynku.
Zaczęto się żegnać i Szpanowski odprowadził gości do przeznaczonego dla nich pokoju.