Z folwarku wracała też Kazia i spotkali się na drodze. Andrzej oczyma ich przeprowadził, aż mu zniknęli za sadem. A właśnie i prezes się obudził.
— Jak to cicho! Już nie śpisz? Otwórz no okno! Czy to już późno?
— Myślę, że dla wieśniaków bardzo późno! Ósma! Co za przepyszne powietrze!
— Aha, powietrze jest, ale „Kuriera”89 nie będzie. Była sesja kanalizacji wczoraj, nie dowiemy się, co uradzili, aż jutro!
Lokaj zajrzał dyskretnie. Zawołał go prezes.
— U was już może o obiedzie myślą? — spytał.
— Nie. Pan z panienką właśnie przy śniadaniu.
— A pani?
— Pani niezdrowa. Kazała oznajmić, że wcale nie wyjdzie.
— Quelle chance!90 — mruknął prezes, a głośno: — Pani często niedomaga?