Tu już się prezes oburzył.
— Co ty wiesz, co ty rozumiesz! Zobaczysz, że przyjdziesz do mnie po radę i ratunek! Et!
Machnął ręką, ucałował ją i wstał.
— Cóż tedy za program dnia?
— Zaraz zarządzę obiad, wydam służbie rozkazy i jeśli ojciec chce mi towarzyszyć, to proszę na mszę. Ale, jeszcze jedno! Zdaje mi się, że Janowa będzie teraz zbyteczna. Wezmę jej obowiązki na siebie.
— Dajże pokój144. Przecie możemy sobie pozwolić na gospodynię.
— Czymże ja będę? Na mebel do salonu się nie zdałam.
— To pasja do pracy! Pierwszy raz coś podobnego spotykam...
— Tatuś mi obiecał!
— Ano, czyń, jak chcesz. Może masz rację. Więc tedy trzysta rubli miesięcznie na kuchnię w twoje ręce będę składał.