— Może dziś mam przepisać, jeżeli wolno odprowadzić — rzekł.
— A naturalnie, dziś, dziś! — odparła, zbierając rękawiczki.
Lokaj za nimi zamknął i zaryglował drzwi, i gaz w przedpokoju zgasił. Oni zeszli, nucąc na schodach. Ulice były puste i głuche, ruszyli pod rękę, pieszo na Mazowiecką.
— Ciekawam, okropnie ciekawam epilogu... tam — rzekła pani Bella — Cesia głupstwo robi, że to lekko traktuje!
— Być może i nie bardzo dba — zaśmiał się Radlicz.
— Gorzej, bo zanadto sobie wierzy. Mówiłam jej: strzeż się sakramentu21! Wyśmiała mnie. Ano, zobaczymy.
— Ja tylko ciekawym argumentu, jakiego prezes użył, by syna do małżeństwa doprowadzić, a tego właśnie nikt się nie dowie.
— Ba, Cesia nawet nie wie. No tej młodej pani życia nie zazdroszczę, jeżeli będzie kochała.
— Czyż koniecznie ma kochać męża?
— Takie panny ze wsi są zwykle karmione chlebem czarnym i... cnotami. Ogromnie się cieszę z tego skandaliku... Odegramy w nim rolę — zobaczy pan! Czy aby ładna będzie?