Nadludzką męką i trwogą nękane.

Gdzie i skąd padnie tępiciela cios.

Uwięzieni, w potrzasku, jak dzicz zagnana w matnię,

Do Ciebie Roosevelt ślemy rozpaczy zew bratni S. O. S.

Święci szatan swój sabat, coraz więcej ofiar wydziera.

Mężów najlepszych, młodzież, nawet pisklęta wybiera

Plugawym jadem wszystko wokół truje,

Płomienie niszczycielskie wokół zażega

A wściekłe ich języki, wszystko ogarniają,

Dym gryzie oczy. Gore! Ratuj nas Boże!