Ścigani, trzebieni jak dzika zwierzyna

Na pastwę wyuzdanego bestialstwa wydani

Nie znają spokoju, wytchnienia godziny,

W dręczącym oczekiwaniu nowych ciosów,

gromów,

Kiedyś o Boże, twój dopust przeminie!

I kuci w niewoli łańcuchy,

Szamocą się w ostatnim wysiłku woli

A dusze i serca drżą omdlałe,

Krwawą torturą i męką zbolałe,