Pobrzęk łańcuchów naszych miesza się z jękiem
Głodzonych i męczonych rzesz w mordowniach siepaczy
Krew i pot obficie rosi ich ciała sterane
Nadludzką męką i trwogą nękane.
Gdzie i skąd padnie tępiciela cios.
Uwięzieni, w potrzasku, jak dzicz zagnana w matnię,
Do Ciebie Roosevelt ślemy rozpaczy zew bratni S. O. S.
Święci szatan swój sabat, coraz więcej ofiar wydziera.
Mężów najlepszych, młodzież, nawet pisklęta wybiera
Plugawym jadem wszystko wokół truje,